Jedz mniej, bramy raju są wąskie

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Piotr Rzymski

Polityka.pl

OGRANICZENIA KALORYCZNE DROGĄ DO DŁUGOWIECZNOŚCI I ZDROWIA?

Jedz mniej, bramy raju są wąskie

Coraz więcej dowodów wskazuje na to, że dla naszego zdrowia byłoby lepiej, gdybyśmy jedli mniej. O ile? Z badań wynika, że nawet o 30 proc. Koncepcja zakładająca, że zmniejszenie podaży kalorycznej może pozytywnie wpłynąć na długość życia, nie jest wcale nowa. W naukowy sposób istnienie takiego związku wykazał po raz pierwszy w 1935 r. zespół McCaya – skrajnie przegładzane szczury co prawda nigdy nie osiągały wagi właściwej dla dorosłego zwierzęcia, ale – ku zaskoczeniu badaczy – żyły dłużej od szczurów karmionych normalnie.

Od tego czasu przeprowadzono mnóstwo doświadczeń, nie tylko na gryzoniach, ale także na drożdżach, nicieniach, muszkach owocowych, a nawet wybranych gatunkach małp, których wyniki wskazują, iż restrykcyjne diety mogą korzystnie wpływać na przeżywalność i zmniejszać ryzyko wystąpienia chorób związanych z wiekiem. Makak, u którego od 16. roku życia (co dla tych małp jest równoznaczne z późnym wiekiem średnim) stosowano eksperymentalnie dietę ograniczoną kalorycznie o 30 proc., osiągnął już rekordowy dla tych małp wiek 43 lat (co odpowiada 130 latom przeżytym przez człowieka) i nadal żyje.

Głód towarzyszył człowiekowi przez większą część historii gatunku

Karol Darwin uważał głód za istotny czynnik selekcyjny – adaptacje pozwalające przeżyć niedobory żywności powinny być według niego preferowane drogą doboru naturalnego. Przyglądając się historii człowieka, można łatwo zaobserwować, że z niedostatkami jedzenia musieliśmy się mierzyć przez zdecydowaną większość czasu istnienia naszego gatunku. Podobnie rzecz miała się z przodkami Homo sapiens. Od zaledwie 10 tys. lat tworzymy cywilizację, dzięki której jedzenia mamy w bród. Zupełnie sobie z tym nie radzimy. Samce chrząszczy bogatkowatych biorą brązową butelkę od piwa za nabrzmiałą od jaj (super)samicę, z którą próbują kopulować. Głupie? Ludzie z kolei zbyt często mylą wszechobecne źródła skondensowanego cukru i tłuszczu z jedzeniem, które pozwoli im przetrwać. Skutki są przerażające.

Nadwaga i otyłość to epidemie naszych czasów

Według statystyk 30 proc. ludności świata cierpi na nadwagę, a 10 proc. – w tym niemal 108 milionów dzieci i ponad 600 milionów dorosłych – jest otyła. Od 1980 r. częstość występowania otyłości podwoiła się w ponad 70 krajach. Co gorsza, w tym samym czasie w krajach takich jak Chiny, Brazylia czy Indonezja liczba otyłych dzieci uległa potrojeniu. Pośród 20 najbardziej zaludnionych krajów świata największym odsetkiem dzieci i młodzieży z otyłością, sięgającym niemal 13 proc., charakteryzują się Stany Zjednoczone. Podwyższony BMI jest czynnikiem prognostycznym wystąpienia poważnych, skracających życie schorzeń takich jak cukrzyca typu 2., choroby sercowo-naczyniowe, a także nowotwory.

Głodówka – czy pomaga wszystkim tak samo?

A zatem: czy ograniczenie podaży kalorycznej o 30 proc. może sprzyjać zdrowiu i długowieczności człowieka? Dzięki badaniom naukowym wiemy, że nie wszystkie gatunki zwierząt reagują na taką restrykcję w taki sam sposób – na przykład na niektóre szczepy myszy laboratoryjnych wprowadzenie takiego ograniczenia działała wręcz odwrotnie. Do niedawna zdaniem wielu badaczy pozytywne efekty restrykcji kalorycznej u człowieka można było między bajki włożyć. Gdzie więc leży prawda? Analiza specyficznych zmian transkryptomu dla małp i ludzi dowiodła, iż tylko te pierwsze wykazywały podobieństwo ze zmianami obserwowanymi u myszy utrzymywanymi na restrykcyjnej diecie, podczas gdy ludzkie odzwierciedlały te występujące u gryzoni karmionych bez ograniczeń. Postawiono zatem hipotezę, że w rozwoju naszego gatunku głód wcale nie musiał być czynnikiem sprzyjającym wydłużeniu życia.

Reżim żywieniowy poprawia szanse na dłuższe życie w zdrowiu

Od niedawna dysponujemy jednak wynikami pierwszych badań prowadzonych bezpośrednio na ludziach, w których za cel postawiono sobie sprawdzenie, jak dieta restrykcyjna może wpływać na parametry mające potencjalnie wpływ na czas naszego życia w zdrowiu. Pierwsze to randomizowane badanie kliniczne, w którym część uczestników stosowała roślinną dietę restrykcyjną jedynie przez pięć dni z rzędu każdego z trzech miesięcy obserwacji. W dniu rozpoczynającym cykl „głodówki” wartość kaloryczna posiłków wynosiła zaledwie 1090 kalorii (27 g białka, 68 g tłuszczu i 93 g węglowodanów), a przez następne cztery dni dzienna racja był jeszcze niższa: 725 kalorii (16 g białka, 35 g tłuszczu i 85 g węglowodanów). Jak wykazano, tego typu reżim korzystnie wpływał na gospodarkę lipidową i węglowodanową, a także obniżał ciśnienie tętnicze krwi, poziom białka C-reaktywnego (CRP), które jest markerem stanu zapalnego, oraz surowiczego stężenia insulinopodobnego czynnika wzrostu typu 1 (IGF-1). Niskie stężenie CRP i IGF-1 jest bardzo istotnym czynnikiem prognostycznym długowieczności u ludzi, także u osób z przebytą chorobą nowotworową.

Mniej to szczuplej i zdrowiej

Jeszcze ciekawsze obserwacje płyną z przeprowadzonych w Stanach Zjednoczonych dwuletnich badań klinicznych CALERIE i CALERIE-2, w których 218 uczestników przydzielono w losowy sposób do grupy osób żywiących się bez ograniczeń lub stosujących dietę o kaloryczności obniżonej o 25 proc. Jak wykazano, ograniczenie podaży nie miało wpływu na jakość życia i częstość zdarzeń niepożądanych, a prowadziło do spadku wydatkowania energetycznego (uwzględniającego spadek masy ciała, który też w grupie tej został zaobserwowany) oraz korzystnych zmian szeregu parametrów biochemicznych związanych z ryzykiem sercowo-naczyniowym i zjawiskiem stresu oksydacyjnego, które wielu badaczy uważa za uniwersalny mechanizm procesów starzenia.

Jedz… rzadko!

Niewątpliwie wyniki te są niezwykle obiecujące, choć umożliwiają jedynie pośrednią predykcję korzystnego wpływu ograniczenia podaży kalorycznej na czas życia i zdrowie człowieka. Ponadto obserwacje, na podstawie których je poczyniono, trwały zaledwie dwa lata, a w badaniach nie uwzględniono osób z otyłością – nie wiadomo więc, czy także w takiej grupie obserwowano by podobnie korzystne efekty.

Nie dysponujemy na razie badaniami klinicznymi z udziałem człowieka trwającymi dłużej, ciekawych rezultatów dostarcza natomiast obserwacja kohortowa przeprowadzona na grupie ponad 50 tys. dorosłych, których stan zdrowia i BMI śledzono przez 7–8 lat. Jak wykazano, najbardziej skuteczną metodą odchudzania było spożywanie tylko dwóch posiłków dziennie, w tym śniadania, które było bardziej obfitym z posiłków. Choć dla wielu brzmi to absurdalnie, to najlepszy efekt spadku masy ciała osiągały osoby, które utrzymywały długą, aż 18-godzinną przerwę (sic!) pomiędzy ostatnim posiłkiem jednego dnia a śniadaniem następnego. Taki reżim żywieniowy z pewnością jest bliższy temu, jak odżywiał się człowiek pierwotny, niż jedzenie kilku posiłków dziennie, spożywanie dodatkowych przekąsek i najwyższa kaloryczność wieczornego posiłku – a to właśnie one są głównymi czynnikami sprzyjającymi tyciu. A przecież, jak już wspomniałem, podwyższone BMI wiąże się z większym ryzykiem szeregu chorób i statystycznie skraca życie.

A zatem jeśli chcemy o swoim zdrowiu myśleć w długoterminowej perspektywie, to być może warto już dziś zacząć, zgodnie z przysłowiem, jeść śniadanie jak król, a kolację jak biedak. A w międzyczasie poczekać na wyniki kolejnych badań weryfikujących naszą wiedzę na temat wpływu ograniczenia podaży kalorycznej na długowieczność i zdrowotność człowieka.