Szkoła po fińsku

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Aleksandra Postoła

Wyborcza.pl

HOLISTYCZNE PODEJŚCIE DO ZDOBYWANIA WIEDZY, CZYLI SZKOŁA PO FIŃSKU

Uczniowie nie są przykuci do ławek. Chodzą po klasie, prowadzą dyskusje, a jeśli potrzebują wyciszenia, szukają miejsca, w którym uda im się skoncentrować.

Uczniowie nie zakuwają po nocach, mają najdłuższe wakacje, nie zdają stresujących egzaminów i wchodzą w dyskusje z nauczycielami, którzy też robią, co chcą. Finowie byli w czołówce w międzynarodowych testach PISA, ale zamiast spocząć na laurach, zreformowali program nauczania. Bo, jak mówią, szkoła musi przygotować dzieci do życia we współczesnym świecie.

Małe miasteczko gdzieś na północy Finlandii. Za budynkiem szkoły, w której uczy się 50 uczniów, jest podwórze zarośnięte wysokimi trawiastymi roślinami. W czasie przerw dzieciaki uwielbiają się tam bawić w chowanego i robić kryjówki. Pewnego dnia jeden z uczniów zainteresował się, co to są za rośliny i właściwie po co one tam rosną. Zapytał nauczyciela. - I od tego pytania zrodzonego z dziecięcej ciekawości rozpoczął się całoroczny, interdyscyplinarny projekt - mówi "Wyborczej" Arja-Sisko Holappa, doradca ds. edukacji w Krajowej Radzie Edukacji.

Badania zamiast wkuwania

Żeby dowiedzieć się więcej na temat tego gatunku roślin, na początek uczniowie wybrali się do biblioteki. Wyszukali też informacje w internecie. Zaprosili eksperta i artystę rzemieślnika, żeby opowiedzieli im, do czego te rośliny służą i co można z nich wykonać. Następnie sami spróbowali swoich artystycznych sił. Uczniowie uczyli się robienia samodzielnych notatek, zdjęć, pisali dziennik, tworzyli portfolio. Zrobili też własną stronę WWW z informacjami i opisem swoich doświadczeń - zdobyli więc umiejętność zakładania i prowadzenia strony internetowej.

Prowadzenie projektów opartych na badaniu zjawisk jest jednym z najważniejszych założeń nowego fińskiego programu nauczania, który wszedł w życie z początkiem bieżącego roku szkolnego. Każda klasa będzie musiała zrealizować przynajmniej jeden w ciągu roku. - Prowadząc taki projekt, uczniowie zamieniają się w badaczy. Mają dużą autonomię. Sami wymyślają temat i co chcą w nim zgłębić. W grupie planują kolejne działania. Uczą się współpracy i krytycznego myślenia. Po zebraniu wszystkich danych przygotowują prezentację albo portfolio. Dzielą się swoją wiedzą - tłumaczy Marjo Kyllönen, dyrektorka ds. edukacji w Departamencie Edukacji w Helsinkach. Rolą nauczyciela jest dopilnowanie, żeby zbierane informacje były zgodne z obecnym stanem wiedzy. Nauczyciel koordynuje prace, wspiera, ale to uczniowie są odpowiedzialni za projekt.

To, inaczej mówiąc, holistyczne podejście do zdobywania wiedzy. Tak jak w życiu, w którym przecież nie ma przedmiotów. - Kiedy mamy naukę podzieloną na bardzo wiele przedmiotów, prowadzi to do nauczania fragmentarycznego. Uczniom jest potem bardzo trudno znaleźć połączenia między na przykład biologią i matematyką albo historią i sztuką - mówi Holappa. Ale tradycyjne przedmioty, przynajmniej na razie, nadal będą obecne. Zmieni się podejście nauczycieli do nauczania. Ucząc fizyki czy historii, muszą pokazywać, w jaki sposób są powiązane z innymi naukami, jakie mają zastosowania w życiu. Nauczyciele, którzy w ciągu ostatnich lat wprowadzili nowe metody pracy, mówią, że nie chcieliby wracać do dawnych, tradycyjnych metod "wykładu".

W kilkunastu szkołach w Helsinkach pilotażowo wprowadzony został program uczenia poprzez badanie zjawisk, który ma zastąpić wszystkie tradycyjne przedmioty. Szkoła bez ławek i podręczników. Nauka może się odbywać wszędzie, nie tylko w granicach szkolnych sal. Oczywiście nauczyciele nadal muszą podążać za wymaganiami podstawy programowej.

Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że uczenie się poprzez badanie zjawisk bardziej motywuje uczniów do nauki. - Zazwyczaj te projekty w jakiś sposób dotyczą ich życia, mają dla nich znaczenie, zatem dzieci same chcą zgłębiać tę wiedzę. Zaspokajają własną ciekawość. Mają przy tym poczucie, że zdobywają wiedzę dla samych siebie, a nie uczą się do szkoły. Są aktywnymi uczestnikami całego procesu i są odpowiedzialne za jego przebieg. Rośnie ich poczucie własnej wartości, przekonanie, że mogą czegoś dokonać. Widzą, że nauka może być fajna - mówi Marjo Kyllönen.

Uczniowie nie są już przykuci do ławek. Mogą chodzić po klasie, prowadzić dyskusje, podsuwać pomysły. Jeśli potrzebują wyciszenia, mogą znaleźć dla siebie miejsce, w którym potrafią się skoncentrować.

Sport i szycie, czyli życie

Holistyczne podejście do uczenia zakłada również przygotowanie uczniów do życia we współczesnym społeczeństwie, a więc rozwijanie innych umiejętności niż tylko akademickie. Jakich? Choćby umiejętności uczenia się, odpowiedzialności za własną naukę, umiejętności oceniania siebie i swoich postępów, zdolności krytycznego myślenia, współpracy z innymi, przedsiębiorczości, biegłości w posługiwaniu się zaawansowanymi technologiami (ICT).

Z drugiej strony, co może dziwić, Finowie dużą wagę przywiązują do zajęć praktyczno-technicznych. W nowym curriculum jeszcze zwiększono ich liczbę. Odwiedzając szkołę mojej córki, z zaskoczeniem odkryłam salę wyposażoną w maszyny do szycia, inną z całym szeregiem kuchenek czy wreszcie warsztat do majsterkowania. - Uważamy, że to są bardzo ważne zajęcia. Przecież to, co nosimy, ktoś zaprojektował i uszył. W Finlandii mamy długą tradycję designu, projektowania ubrań i przedmiotów. Nie skupiamy się wyłącznie na nauczaniu akademickim. Umiejętności praktyczne są potem podstawą do wyboru studiów czy szkół zawodowych, w których nasi absolwenci kształcą się na designerów różnych dziedzin, architektów czy inżynierów - wyjaśnia Arja-Sisko Holappa.

Na tym polega fińskie całościowe podejście do wychowania i nauczania. Każda dyscyplina jest ważna: tak samo matematyka, jak szycie i sport. Celem szkoły jest dostrzeżenie w każdym uczniu jego indywidualnych zdolności i umożliwienie mu ich rozwijania. Jeden może zostanie znakomitym szefem kuchni, inny fizykiem.

W fińskiej szkole nauczyciel i uczeń są aktywnymi uczestnikami procesu uczenia się. Nauczyciel ma być trenerem, który do każdego ucznia podchodzi indywidualnie. Nie mówi mu, czego się ma nauczyć, ale pokazuje, jak zdobywać wiedzę. Musi umieć dostrzec, nad czym uczeń powinien popracować, jaki ma potencjał. - Jeśli dziecko nie wierzy we własne siły i postawi poprzeczkę za nisko, rolą nauczyciela jest pokazanie, że może więcej. W ten sposób równamy w górę - mówi Kyllönen.

Rola ucznia też jest aktywna. Musi brać udział w procesie uczenia się, w planowaniu, szukaniu informacji, a nawet w ocenianiu własnych postępów. Rozumieć, dlaczego się czegoś uczy i jaki jest tego cel. - Pokazujemy uczniom, w jaki sposób oceniać własną pracę, ale też postępy kolegów, a nawet pracę nauczyciela. To ostatnie jest nowością wprowadzoną w nowym programie nauczania - dodaje Kyllönen.

A jak to wygląda w praktyce? W pierwszej klasie podstawówki z wykładowym angielskim w Espoo uczniowie po rozwiązaniu każdego zadania z matematyki sami decydują, czy są zadowoleni ze swojej pracy. Każdy własnoręcznie obok zadania rysuje buźkę: uśmiechniętą, smutną albo taką sobie. Nauczycielka podchodzi do każdego dziecka i wydaje własną opinię. Jeśli te opinie są rozbieżne, rozmawiają o tym.

W tej samej szkole w starszych klasach od roku używana jest aplikacja służąca do oceniania pracy kolegów. Uczniowie mają do wyboru dziesięć różnych pozytywnych określeń, których mogą użyć, na przykład: odważny, pomysłowy, zabawny, odkrywczy. - Chodzi o pozytywne wsparcie ze strony klasy. To i to podobało mi się w twojej pracy, w tym jesteś dobry. Uczy też krytycznego myślenia - tłumaczy Sarah Fair, nauczycielka odpowiedzialna za wprowadzanie nowego programu nauczania.

Precz z testami!

Stawiając ocenę, nauczyciel dokładnie wyjaśnia, co za nią stoi. Uczeń musi dokładnie wiedzieć i rozumieć, co dla niego dana ocena oznacza. Co ciekawe, aż do ósmej klasy, czyli rok przed ukończeniem obowiązkowej edukacji, oceny na świadectwie nie są obowiązkowe. Nauczyciele wydają opisową opinię. To według nich znacznie lepiej pokazuje stan wiedzy ucznia.

Nie są też entuzjastami testowania. Ważniejsza jest całoroczna praca ucznia, jego indywidualne postępy. - Jak można wydać opinię o stanie wiedzy ucznia po jednorazowym teście? - pyta retorycznie Marjo Kyllönen.

Dlatego w Finlandii od kilku dekad nie ma obowiązkowych ujednoliconych testów w trakcie bądź na koniec jakiegoś etapu edukacji. Po zakończeniu dziewięcioletniej szkoły uczniowie otrzymują świadectwo z ocenami w skali od 4 do 10. Na tej podstawie mogą aplikować do szkół średnich: ogólnokształcących lub zawodowych. - W tym objawia się nasze zaufanie do nauczycieli i ich pracy i nie chcemy zmieniać tego podejścia - uśmiecha się Kyllönen.

Nauczyciel jest osobą bardzo szanowaną w społeczeństwie i to jest jednym z głównych czynników sukcesu fińskiej szkoły. Ta wysoka ranga nauczyciela jest głęboko zakorzeniona w fińskiej tradycji i wartościach. W przeszłości, kiedy nie było jeszcze formalnej edukacji, duchowni pełnili funkcję nauczycieli, uczyli ludzi czytać i pisać. Co ciekawe, wyznacznikiem gotowości danej osoby do zawarcia związku małżeńskiego było opanowanie umiejętności czytania. Nie mogłeś się ożenić, jeśli tego nie potrafiłeś.

Na kierunki nauczycielskie dostają się najlepsi. O jedno miejsce walczy przynajmniej dziesięciu chętnych. By zostać nauczycielem, trzeba mieć tytuł magistra z pedagogiki i wykładanego przedmiotu. Od ponad dziesięciu lat wybiera się tak zwanych nauczycieli ekspertów, którzy prowadzą warsztaty i szkolenia, pokazują nowe metody pracy i pomagają je wprowadzać w życie.

Nauczyciel ma dużą autonomię. Jest nie tylko wykonawcą programu nauczania, ale też jego współtwórcą. Rolą nauczycieli jest dostosowanie programu do lokalnych potrzeb. Nie ma z góry określonych podręczników. Nauczyciele wybierają sobie takie materiały, jakie sami uważają za dobre i potrzebne. Nie ma nawet obowiązku posiadania podręcznika. To nauczyciel decyduje. Oczywiście musi realizować program nauczania, ale od niego zależy, w jaki sposób i jakimi metodami osiągnie wyznaczony cel. - Musi umieć wskazywać kierunki pracy, kontrolować, jak uczniowie się uczą, czy wynoszą coś z tych zajęć, i wiedzieć co zrobić, żeby lekcje naprawdę dawały im wiedzę. Jeśli wyniki nie są zadowalające, udoskonala metody - mówi Arja-Sisko Holappa.

O sukcesie fińskiego systemu edukacji świat się dowiedział, kiedy Finlandia znalazła się w czołówce w międzynarodowych testach PISA. Wydaje się, że w samej Finlandii nie przywiązuje się do tego testu aż tak wielkiej wagi. Nawet spadek o kilka miejsc nie wywołał burzy. - Nie zależy nam na konkurowaniu z Szanghajem, nie popieramy systemu opartego na wkuwaniu i korepetycjach - mówi mi Holappa. A Marjo Kyllönen dodaje: - Nie pracujemy na lepsze wyniki PISA. Nasze szkoły rozwijamy po to, żeby lepiej przygotować nasze dzieci do życia w zmieniającym się świecie i do odnoszenia sukcesów.

***

SZKOŁA W FINLANDII

*Prace domowe są lekkie, a zakuwanie niepożądane.

*Dzieci zaczynają szkołę w wieku 7 lat. Podstawowa obowiązkowa edukacja trwa 9 lat.

*Wszystkie materiały szkolne, w tym książki, zeszyty, przybory, zapewnia za darmo szkoła.

*Wszystkie dzieci jedzą w szkole darmowe obiady.

*Przerwy spędzają na dworze - mózg potrzebuje się dotlenić.

*Od tego roku nie ma obowiązkowej nauki alfabetu pisanego. Dzieci poznają małe i wielkie litery drukowane. Od początku będą się uczyć prawidłowego pisania na klawiaturze.

*Fińskie dzieci nie siedzą za długo w szkole. Mają 2,5 miesiąca wakacji i parę innych przerw w ciągu roku.

*Klasy są niewielkie, średnio od 15 do 20 uczniów.

*Nie ma ogólnokrajowych obowiązkowych testów na koniec szkoły.

*Prawie nie ma szkół prywatnych, a te istniejące też są dofinansowywane z budżetu państwa, nie pobierają czesnego i mają zazwyczaj jakąś specjalizację, na przykład Montessori, Steiner, językowa.