Logowanie do dziennika elektronicznego

 

Dlaczego licealiści nie interesują się wiedzą o społeczeństwie?

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

polityka.pl

 Joanna Cieśla

DLACZEGO LICEALIŚCI NIE INTERESUJĄ SIĘ WIEDZĄ O SPOŁECZEŃSTWIE?

 Nie wiedzą, to pałką

Rozmowa z dr. Przemysławem Paradowskim, nauczycielem wiedzy o ­społeczeństwie, o tym, jak brak wiedzy młodych o funkcjonowaniu państwa i ideologiach ­politycznych ułatwia robotę populistom.

Joanna Cieśla: – Jak u państwa poszła matura z wiedzy o społeczeństwie?
Przemysław Paradowski: – Średni wynik naszych uczniów to 35 proc.

To i tak nieźle. W kraju średnia wyniosła 26 proc. Najniżej ze wszystkich maturalnych przedmiotów.
Rzeczywiście, mało skutecznie przekazujemy młodym wiedzę z tej dziedziny i uczymy umiejętności rozumienia polityki.

A może sposób sprawdzania jest nietrafiony? Najczęstsza liczba punktów za wypracowanie na maturze z WOS podobno wynosi zero. To daje do myślenia.
Daje. Jestem też egzaminatorem z WOS – oceniam prace maturalne. I faktycznie w zeszłym roku na 39 sprawdzonych arkuszy w dwudziestu kilku musiałem przyznać za wypracowanie 0 punktów. Kryteria oceniania są bardzo szczegółowe i restrykcyjne. Weźmy jeden z możliwych tegorocznych tematów wypracowania „Scharakteryzuj konflikty międzynarodowe prowadzące do dezintegracji terytorialnej państw na obszarze poradzieckim”. Maturzysta powinien opisać granice republikańskie w ZSRR, różnorodność etniczną podmiotów (np. Karabach jako obwód autonomiczny z dominacją Ormian w ramach Azerbejdżańskiej SRR, przy tym historyczne terytorium chanatów azerskich); pierestrojkę (np. w Karabachu zamieszki etniczne z ofiarami od 1987 r.) i wzrost znaczenia tożsamości etnicznej; rozpad ZSRR; separatyzmy wynikłe z ogłoszenia niepodległości przez dawne republiki radzieckie; politykę rosyjską mającą na celu odbudowę znaczenia Rosji; odpowiedź rosyjską bądź podmiotów prorosyjskich na zwroty prozachodnie w polityce danego państwa itd. To tylko fragment jednego punktu arkusza oceny wypracowania. Te punkty są cztery. Żeby uzyskać maksymalną liczbę punktów, czyli 12, uczeń musi wszystkie uwzględnić.

Skrzyżowanie sudoku z totolotkiem…
No właśnie. Jest dyskusyjne, czy koniecznie trzeba opisywać wszystkie przewidziane zagadnienia, żeby spójnie i logicznie przeprowadzić wywód – udowodnić, że pojmuje się jakiś proces polityczno-społeczny. Klucze w humanistyce i naukach społecznych są w ogóle średnim pomysłem. Ale wyniki matur na poziomie rozszerzonym z wielu przedmiotów są w tym roku słabsze niż kilka lat temu. Z historii średnia dla LO to 36 proc., z geografii – 36 proc., z biologii – 41 proc. Być może arkusze maturalne są trudniejsze niż kiedyś, ale rolę odgrywa też podejście uczniów, np. roztargnienie. Często pytania składają się z kilku elementów, a uczeń nie czyta do końca. Albo szybko zrobi, bo czytając początek zadania, sądzi, że ono jest łatwe. Jeśli w odpowiedzi pominie jakiś element, dostaje zero punktów.

Problemy z uważnością?
Tak. Nauczyciele często o tym mówią i faktycznie to widać, gdy sprawdza się maturę.

Kiedy pan prowadzi lekcje, rozmawia z uczniami, ma pan wrażenie, że rozumieją oni tematy, z którymi potem na maturze sobie nie radzą?
Ktoś, kto rzeczywiście interesuje się polityką, relacjami międzynarodowymi, historią najnowszą, ten oczywiście rozumie. I na maturze zwykle sobie radzi. Ale takich uczniów – zainteresowanych tym obszarem, zwłaszcza w ujęciu proponowanym przez podstawę programową – jest dziś mniej niż jeszcze kilkanaście lat temu, nie mówiąc o początku transformacji.

Ilu jest tych zaangażowanych na lekcjach WOS?
Na poziomie rozszerzonym 30–40 proc. Ale nie każdy, kto chodzi na rozszerzony WOS, zdaje go potem na maturze. W drugiej klasie LO można sobie wybrać maksymalnie cztery przedmioty na poziomie rozszerzonym, a na maturze wystarczy podejść do jednego. W naszej szkole rozszerzenie z WOS wybiera zwykle ok. 20 uczniów rocznie, ale maturę zdaje kilkunastu na ok. 100 maturzystów – podobny odsetek jak w całym kraju. Chętnych ubywa, bo pewnie wyniki z poprzednich lat odstraszają. To jest ogólnie wielkie wyzwanie dla szkoły, żeby zmotywować tych mniej dociekliwych młodych do uczenia się, powtarzania. Na poziomie rozszerzonym nie ma progu zdawalności. Wystarczy przyjść i pod warunkiem zdania przedmiotów obowiązkowych maturę mają zaliczoną.

Na jakie studia przyjmą absolwenta z wynikiem 10 proc. z WOS?
Na wiele kierunków. Przez niż demograficzny niektóre wydziały czy instytuty przyjmują wszystkich, którzy się zgłoszą. Jednocześnie w tych ośrodkach, które starają się trzymać poziom, np. na wydziałach prawa, kryteria przyjmowania są zróżnicowane. Różne wydziały biorą pod uwagę różne przedmioty, jednym nadają większą wagę, innym słabszą. Albo zostawiają wybór. Np. startując na prawo we Wrocławiu, można przedstawić wynik z matematyki zamiast z historii. W efekcie dydaktycy narzekają, że wielu studentów ma braki w wiedzy historycznej.

W poprzednich latach na maturze z WOS najsłabiej wypadały zadania z ekonomii. Egzaminatorzy dziwili się, że uczniowie nie znają podstaw. Krzywą popytu i podaży podpisywali np. „otwarte nożyce cen”.
W liceum zagadnień związanych z ekonomią w ogóle nie ma w podstawie programowej WOS. Dotyka się ich tylko w gimnazjum. Wiadomo, że matura sprawdza wiedzę ze wszystkich etapów kształcenia, więc w ramach powtórek sięga się do tych kwestii, ale maturzyści pamiętają z gimnazjum niewiele. To jest zresztą osobny i bardzo poważny problem, że większości informacji potrzebnych obywatelowi uczymy w gimnazjum i w pierwszej klasie liceum. Ci, którzy nie wybierają rozszerzenia z wiedzy o społeczeństwie, nie mają szansy ich pozyskać, utrwalić ani tym bardziej zrozumieć. Brak edukacji obywatelskiej na poziomie II–III klasy szkoły średniej, kiedy w młodych właśnie budzi się obywatelska świadomość, mają już pewną bazę doświadczeń i gotowość pojęcia różnych zjawisk i procesów, to ogromna strata. Jedynie garstka, decydująca się na rozszerzenie przedmiotu, rozważa kwestie związane ze społeczeństwem obywatelskim, ustrojem państwa, sądownictwem. Reszta nie dowiaduje się niczego na ten temat.

Często na lekcjach historii i społeczeństwa – w II i III klasie dla tych, którzy nie wybrali rozszerzenia z historii – padają pytania: „a czy możemy porozmawiać o wyborach?” albo o obywatelskim nieposłuszeństwie. Oni co prawda mieli to w gimnazjum, ale proszę mi wierzyć, że niewiele pamiętają. I uważam, że taka nauka bardziej by im się przydała niż wałkowanie w kółko kolejnych dość podobnych zagadnień – od starożytności po współczesność, tak jak pomyślany jest program HiS. A brak podstawowej wiedzy na temat funkcjonowania państwa, ideologii politycznych ułatwia populistom i nacjonalistom zawłaszczanie młodzieży. Młodzież nie potrafi krytycznie podejść do tego, co oni mówią, zwłaszcza że ich przekaz jest bardzo prosty, przedstawiają świat w czarno-białych barwach, odwołują się do emocji, co idealnie wpisuje się w style komunikacji preferowane przez młodych.

A co z pozalekcyjnymi możliwościami nauki demokracji? Jest pan opiekunem samorządu uczniowskiego i szkolnej grupy Amnesty International. Przy okazji wyborów parlamentarnych i prezydenckich organizujecie wybory w swojej szkole, w programie Centrum Edukacji Obywatelskiej Młodzi Głosują. Uczniowie chcą w tym brać udział?
Tak, i to całkiem chętnie – w różnego rodzaju wyborach frekwencja przekracza 70 proc. Są też grupki uczniów, którzy chcą angażować się jeszcze bardziej. Szkolna grupa AI powstała właśnie z inicjatywy uczniów. 10 lat temu przyszli, mówiąc, że chcieliby pisać listy w obronie więźniów sumienia. I od tej pory co roku taka grupka kilkunastu osób się zbiera. Organizujemy w szkole wiele spotkań, wykładów, warsztatów, debat. Czasem budzą kontrowersje. Robiliśmy np. sondaż i następnie debatę na temat stosunku do uchodźców albo dyskusje nad problemami tolerancji, w tym ze środowiskami LGBT. Ale poruszamy też tematy związane z religią. Zaprosiliśmy księdza katolickiego, pastora ewangelickiego i zielonoświątkowca. Była rozmowa o różnicach między wyznaniami, z szacunkiem, poczuciem humoru. Nasze akcje są otwarte, zapraszamy gości, także uczniów z innych szkół.

Jak wyszedł sondaż o stosunku do uchodźców?
Podobnie jak w badaniu CBOS, to było w 2015 r., akurat po zamachu w Paryżu, 70 proc. uczniów była niechętna przyjmowaniu jakichkolwiek uchodźców.

Co pan na to?
Przy takich okazjach uczniowie często sami chcą dyskutować. Ich poglądy są bardzo różne. Ja stosuję zasadę, że w dyskusji wszystkie są dozwolone, nie narzucam niczego, raczej staram się naprowadzać ich na różne pomysły. Tak samo, gdy prowadzę zajęcia dotyczące np. ustroju RP, systemu partyjnego, staram się nie wchodzić w poglądy polityczne, tylko rozmawiać o mechanizmach funkcjonowania tych systemów.

Jak pan rozumie popularność wśród młodych Janusza Korwin-Mikkego? Jego partia wygrała ostatnie wybory w państwa szkole, tak jak w większości innych.
Korwin jest popularny wśród chłopców – nastolatków – chyba dlatego, że jest kontrowersyjny, potrafi „dowalić” elitom, powiedzieć coś dosadnie, niektórym to imponuje. Ale oni niekoniecznie wnikają w to, co jest w jego programie. W ogóle, jak się rozmawia o programach, które głoszą różne partie, to okazuje się, że większość młodych bardzo słabo je rozumie.

A jeśli pan zwróci uczniom uwagę na niespójności czy niekonsekwencje, zmieniają poglądy? Chodzi mi o to, że np. Korwin-Mikke postuluje ograniczenie funkcji opiekuńczych państwa do minimum, a większość młodych ma wobec państwa w tej dziedzinie raczej spore roszczenia – chce zapewnienia miejsc pracy itd.
Rzadko to tak działa. Te sympatie młodych bardzo często są oparte na emocjach, na tym, że z kolegami lubią sobie zacytować Korwina, dużo jest o nim w internecie. Tą nieumiejętnością analizowania różnych propozycji polityków tłumaczę też gremialne przesunięcie młodych na prawo, w kierunku nacjonalistycznym.

Jeśli chodzi o uchodźców, powtarzają to, co słyszą w mediach, czytają na forach internetowych. Postrzegają uchodźców w sposób odhumanizowany, utożsamiają z terrorystami. W rozmowach zgadzają się, że ludziom trzeba pomagać, ale zaraz dodają, że wśród tych ludzi na pewno są terroryści. Więc lepiej nikogo nie wpuszczać. To słyszą w mediach. Podobają im się kontrowersyjni, barwni politycy i ich poglądy – mniej lub bardziej spójne – przyjmują w pakiecie. Jestem przekonany, że gdyby było więcej okazji do regularnej rozmowy na lekcjach, ze starszymi uczniami, można by rozbrajać te skłonności, omawiać mechanizmy, dyskutować problemy.

Chcę też zaznaczyć, że wielu uczniów ma mniej radykalne poglądy i potrafi ich bronić. Są czujni, widzą dużo rzeczy: np. że w mniejszych miejscowościach trzeba być skoligaconym z układem władzy, aby dostać dobrą posadę czy kontrakt, i to niezależnie od tego, jaka partia rządzi. Przed wyborami samorządowymi w 2014 r. przyszedł do mnie uczeń III klasy i powiedział, że chce wystartować, ale nie z listy żadnej partii ani istniejącego komitetu. Chce założyć swój – i czy mu pomogę? Powiedziałem, co powinien zrobić, pozałatwiał wszystkie formalności, zaangażował swoją klasę w kampanię wyborczą. Roznosili ulotki, zachęcali – i został radnym miejskim, pokonał konkurentów popieranych m.in. przez PO i PiS. W tym roku przyszedł do mnie następny chłopak, który myśli o starcie w przyszłorocznych wyborach.

A jeśli pada od uczniów pytanie o to, czy prezydent postąpił zgodnie z prawem, nie zaprzysięgając sędziów do Trybunału Konstytucyjnego? Eksperci, teoretycy prawa, niemal jednogłośnie mówią, że nie. Co odpowiada nauczyciel WOS?
Rola nauczyciela WOS, oprócz przekazywania narzędzi naukowych, polega też na zwracaniu uwagi, czy coś działa zgodnie z prawem czy nie. Uważam, że trzeba to robić bardzo delikatnie, bo mam uczniów z różnych domów, o różnych poglądach politycznych. Staram się, aby nikt nie odebrał moich działań jako próby narzucania własnych poglądów. Skłaniam uczniów do refleksji, np. analizując fragment konstytucji dotyczący powoływania sędziów, pomagam wyciągać wnioski. Efekt takiej pracy jest lepszy, niż gdybym, pytany w ten sposób, dawał kategoryczne odpowiedzi, że jakiś organ państwa łamie konstytucję albo nie.

Jak się zostaje nauczycielem WOS?
Ja jestem historykiem, większość nauczycieli WOS to historycy, którzy uzupełniają wiedzę na studiach podyplomowych z wiedzy o społeczeństwie.

Zastanawiam się, czy tę rolę mogą pełnić przypadkowe osoby, które nie nauczą młodych rozumienia świata, bo ich samych to nie pociąga?
Znam wielu świetnych nauczycieli WOS, ale oczywiście jest możliwe, że ktoś idzie na studia podyplomowe tylko po to, by sobie uzupełnić godziny, bo np. historii nie starcza mu do pensum.

Czy zmiany w systemie oświaty – wydłużenie liceum o rok – dają szanse na lepsze nauczanie wiedzy o społeczeństwie?
Jeśli chodzi o liceum, to wydłużenie do czterech lat nauki i przygotowania do egzaminu maturalnego jest dobrym ruchem. Obecnie rozszerzenia są ograniczone do II i III klasy, czyli tak naprawdę do 1,5 roku nauki, a zakres materiału jest podobny do tego realizowanego w czteroletnim liceum. Oczywiście jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach, m.in. siatce godzin, podstawie programowej itp.

Jak pan ocenia projekt nowej podstawy programowej? Mam wrażenie, że jest co najmniej równie obszerna jak dotychczasowa, za to ledwie dotknięte, na samym końcu, są w niej kwestie dotyczące np. członkostwa Polski w UE.
Tak, brak też najbardziej praktycznych informacji dotyczących podróżowania po Unii, strefy Schengen, wspólnej waluty. Ale wie pani, że w obecnej podstawie programowej ten temat też jest tylko krótko w gimnazjum – i potem dopiero na rozszerzeniu w LO? Ktoś, kto nie wybiera rozszerzenia z WOS, nie ma już z tym zagadnieniem styczności. Dlatego też tak mało młodych rozumie, jak Unia działa. Że podejmowanie decyzji we wspólnocie to negocjacje, budowa koalicji, że nawet trzy czy cztery największe państwa nie są w stanie niczego przeforsować na siłę. Żeby to wytłumaczyć, trzeba mieć trochę czasu, zrobić z uczniami jakieś symulacje głosowań, na stronach unijnych są nawet narzędzia, które pozwalają to robić. Ale nie ma kiedy. I trudno się potem młodym dziwić, że powtarzają frazesy. Np. że „Jesteśmy sługusami Brukseli”.

Ze zdziwieniem zauważyłem natomiast, że w podstawie, także dla poziomu rozszerzonego, nie ma zagadnień związanych z patriotyzmem, a na poziomie podstawowym – z ideologiami, w tym totalitarnymi. To chyba jakieś niedopatrzenie twórców podstawy?

***

Dr Przemysław Paradowski jest historykiem, autorem książek „W obliczu »nagłych potrzeb« Rzeczypospolitej. Sejmy ekstraordynaryjne za panowania Władysława IV Wazy” i „Kontrola i kooperacja. Funkcjonowanie parlamentów państw Europy Środkowej w Unii Europejskiej”, a także artykułów naukowych. Uczy historii i wiedzy o społeczeństwie w I LO im. Jarosława Iwaszkiewicza w Namysłowie.