Szkoli, bawi, uczy oraz wychowuje czyli SMS Karpacz.

Ocena użytkowników:  / 14
SłabyŚwietny 

Szkoła bawi, uczy, wychowuje– takie zadanie powinna spełniać każda  szkoła, a wraz z nią nauczyciele i pedagodzy a w przypadku sportowców również trenerzy.  Uczniowie-sportowcy oczekują od nich nie tylko wiedzy merytorycznej, lecz przede wszystkim pomocy w rozwiązywaniu ich problemów, w znalezieniu swojego miejsca zarówno w szkole, jak  i w życiu, zwłaszcza po zakończeniu kariery sportowej.  Sport uczy umiejętności pracy w grupie, samodyscypliny, odpowiedzialności, rozwiązywania problemów, ale też przetrwania w trudnych dla siebie zmiennych warunkach

Kiedy sam byłem uczniem naszej szkoły moja wychowawczyni Pani Jolanta Kurczyńska, często przypominała, że czas którym dysponujemy trzeba szybko wykorzystać i tak oto zapamiętałem wiersz Wiesławy Szymborskiej, który często nam powtarzała:

Dobrze, dobrze wiem co myślicie miało być o saneczkarstwie a gościu się rozmarzył. Wracam do tematu.  W ostatnich tygodniach grupa saneczkarzy moim skromnym zdaniem przeżyła dwa niesamowite obozy sportowe.  Pierwszy to trip do norweskiej miejscowości Lillehammer oraz drugi w niemieckim Oberhofie. Dlaczego o tym piszę ? Ponieważ sam byłem zawodnikiem i  skromnie powiem, że trochę świata zobaczyłem i porównać się nie da, do tego co w tym roku przeżyli nasi uczniowie. Kilka tygodni planowania, godzinny rozmów przez telefon, zmiany tras i  element zaskoczenia, który  był najważniejszy, aby długo utrzymać w tajemnicy gdzie jedziemy. Jak zwykle z trenerem Tomkiem chcieliśmy „upiec kila pieczeni przy jednym ogniu”. Pokazać coś co zapamięta się do końca życia.  Jedziemy w nieznane, mało czasu. Przygotowaliśmy trasę z kilkoma opcjami, gdzie tankować  auto, bo teren trudny, droga kręta i raz do góry raz na dół. Promy, mosty , tunele pod wodą, ronda w tunelach, kręte tunele jak ślimak. Plany zawsze weryfikuje życie i tez tym razem tak było. Zgubiony but, pomylona trasa, źle wpisana miejscowość w nawigacje, uciekający sygnał GPS. Mógłbym wymieniać wiele, ale wiecie co?      BYŁO WARTO !!!

NAPRAWDĘ BYŁO WARTO SIĘ POMĘCZYĆ!!!  

Na początek przepiękna miejscowość szwedzka Fjällbacka. 

  

Z Karpacza jedziemy prawie 1800 km autem, dwa promy,  najtrudniejsza droga E 134 –czasami miałem wrażenie że jadę na koniec świata. Docieramy do szlaku górskiego i wspinamy się ok. 2,5 godziny po oblodzonych skałach i trudnym terenie na półkę skalną, klif  o nazwie  Preikestolen. Norwedzy tłumaczą że to „ambona” na świat. Tu można wszystko powiedzieć i być wysłuchanym przez swoje serce.

Można powiedzieć, że wspieliśmy się emocjonalnie na Mount Everest, bo jak inaczej określić widok co zapiera dech w piersiach. Osobiście powiem, że  mi przychodziły tylko dwa słowa na myśl oraz jedno pytanie. Pierwsze  słowo to kontemplacja a drugie medytacja. A pytanie to takie : jak ja wytłumaczę mojej Żonie że jej tutaj nie zabrałem. Przecież mi tego nie wybaczy.

Po zejściu ze szlaku, wspaniała podróż tunelami i wąskimi drogami i najsłynniejszą z Sand do Oddy. Nie da się tego opisać, to trzeba zobaczyć i przeżyć.

Po kilku godzinach dojeżdżamy do ostatniej wielkiej atrakcji, wodospadu Låtefossen. Jest wysoki na 165 metrów,  ale efekt piorunujący. Jedna rzecz nam się nie udała bo szybko zapadł mrok. Nie zdążyliśmy dojechać do przepięknego fiordu Eidfjord. Widzieliśmy tylko zarysy tego fantastycznego fjordu bo się ściemniało.

Zdjęcia i  filmy nie oddają tego wszystkiego co zobaczyliśmy. Ja chyba w ogóle nie spałem, bo w głowie miałem te piękne widoki, które można powiedzieć cały czas jak slajdy mi się „wyświetlały” przed oczami. W sumie to „ karmię” się nimi do dzisiaj, bo oglądając zdjęcia nadal nie mogę uwierzyć, że nam się to wszystko udało.

Jak zacząłem tak skończę :

 Szkoli, bawi , uczy oraz wychowuje czyli  SMS Karpacz.